78
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Fenris dnia Maj 19, 2015, 14:21:57 »
Weszli jak klin..
Przynajmniej przy pierwszej fazie.
Szał, podniecenie i strach. Pchnęły ich na skraj tego, co nieznane nawet im. Po prostu uderzyli.
Pierwszy szereg wroga został wręcz zmieciony. Broń, pancerze i ciała. Wszystko zachrzęściło o siebie w tym żywym i wulgarnym tańcu.
Nim przeciwnicy oddali pierwszą salwę, atakujący zdążyli zająć jako tako osłonięte pozycje wśród zdobień pałacyku Del' Armgo.
Trupy szły równo, niemal łeb w łeb. Jednak to Baenre zdobyli początkową przewagę.
On sam zaślepiony krwią, parł naprzód, ciągle na czole pierwszego szeregu. Nic w tym bohaterskiego.
Rozsądny dowódca dałby odwalić robotę innym. Nie tym razem. Nie dlatego, że honor nakazywał walczyć, a dlatego, że zwyczajnie tymi skurwielami pogardzał.
Ślubował sobie zniszczenie ich rodu i ślubów miał zamiar dopełnić.
I tylko to krążyło mu po głowie, nawet teraz, gdy jego miecz z paskudnym mlaśnięciem rozpłatał głowę jakiegoś junaka.
Mózg i parująca krew trysnęły na wszystkie strony, ochlapując walczących na około. Wyrwał ostrze z drgającego jeszcze ciała i usunął się przed kolejnym przeciwnikiem.
I tak w kółko.
Nie wiedział czy to ból tak zelżał, czy rana już do tego stopnia zdrętwiała i wykrwawiła się, że nie czuł prawie nic.
Rąbał, rąbał i rąbał..
A potem przyszło forsować drugą kondygnację pałacu wroga.
I tu pojawiły się pierwsze.. komplikacje.
Zaklęcie przed którym w ostatnim momencie uchronił się za kolumną, rozniosło niemal cały pierwszy szereg.
Ręce, nogi, głowy i strzępy spalonego ciała rozbryznęło w każdą stronę.
- Maaaag!
Ryknął ktoś, nim magiczny pocisk nie posłał go w ramiona Lolth.
Chyba każdy zauważył. Chyba..
Im więcej wojowników wbiegało na drugie piętro, tym większa ilość wstrząsów nim ponosiła.
Skurwysyn, wykorzystywał to, że stoją masowo.
- Staaaać! Zabraniam wam ginąć jak bandzie idiotów! - Ryknął, zerkając zza kolumny.
Ano.. stał tam. W rozpoznawalnej szacie i z uśmieszkiem na ustach.
Przeanalizował nerwowo sytuację. Wąski korytarz i mag bojowy.. szlag.
A potem nadeszło olśnienie.
- Dawać no jaszczura!
Każdy zrozumiał. I każdy tłoczący się za kolumnami zachichotał paskudnie.
Jaszczury na których jeździli, w większości przypadków były za szybkie by mag mógł po prostu wycelować i trafić.
Więc gdy puszczono rozszalałą bestię wąskim korytarzem, owy Mag nawet nie zaczął układać zaklęcia. Po prostu wycofał się.. przed zwierzęciem i kolejnymi szeregami mknącymi wprost za nim.
Kolejna kondygnacja padała pod ciosami ich mieczy.
I tak do skutku przez kilka najbliższych godzin.
Kolejny rubikon pokonali, gdy przerąbał się do sali głównej.
Wszystko tu było cichsze, walki toczono na dole, a grube ściany robiły swoje.
Stała tam, gdy wszedł chwiejnie. Krew kapała z setek ran, a jad znów przybrał na sile. Za dużo się ruszał.. splunął krwią i uniósł dumnie głowę.
Wyprostował się i spojrzał na tron. I na nią.
Siedziała tam. Piękna, dumna i z pozoru bez skazy strachu w oczach.
A jednak doskonale wiedział, że to koniec. Ona też to wiedziała.
Ilość obrońców malała, topniała pod sztosami ich paskudnych ostrz.
I nic już tego nie miało zmienić. Dlatego nie wahał się przed sięgnięciem po bat.
Jego dwóch przybocznych, tych szkolonych do walk z kapłankami i magami, od razu się zajęło obstawą Matki przełożonej. Z powodzeniem.
Gdy pochwycił skórzane narzędzie zadawania męki, po prostu podszedł do tronu.
Usta jej drżały, a oczy raz to kipiały furią, a raz lękiem.
Nie miał żadnej litości.
Bat przeszył powietrze, chyżo oplatając się na około jej szyi z wprawą i gracją.
Szarpnął tak, że zleciała z podwyższenia i zaryła potężnie w ziemię. Skuliła się momentalnie, unosząc dziwnie na łokciach.
Skrzywił się na ten widok z zadowoleniem.
- Teraz to dziwko nawet nie walczysz, hm? - Mruknął ciężko.
Nie odpowiedziała. Uniosła głowę i posłała mu dziwnie mało Drowie spojrzenie.
- D-daruj..
Bat na szyi zacisnął się jeszcze mocniej.
To miecz wypuścił z rąk na ziemię i przyciągnął ją do siebie.
Popatrzył w nerwowo rozedrgane oczy i bezceremonialnie cisnął ją na schody od podwyższenia.
Dopadł do niej zaraz po tym, momentalnie zrywając suknię z karku Matki przełożonej.
Jak obiecał... Tak też zrobi.
Poluzował pas od pancerza jak trzeba i przylgnął do niej tak, że jęk wyrwał się z kobiecych ust.
- Odejdź w zapomnienie. Teraz i na wieki..
Nigdy nie gwałcił na zabój. Uważał, że to uległość i słabość, choć teraz w ogóle się nie hamował.
Wziął ją jak zwykłą i tanią dziwkę. Dał ból i ostatki perwersyjnej przyjemności w życiu Drowa. A gdy doszedł nie plamiąc jej nawet kroplą nasienia, zwyczajnie wyjął nóż i poderżnął gardło.
Ciało zadrgało spazmatycznie, miotając się po ziemi dziwnie.
Nagie, sponiewierane i zhańbione.
Lolth była z nimi.. Odrąbał głowę od korpusu trupa zaraz po tym.
I znów zapadła cisza.
Szeregi znów zmierzały do domu.
Jeno drgająca pika z głową Matki przełożonej przerywała ciszę, gdy to krew po niej skapywała w inne kałuże posoki.