91
BetaTesty / Odp: Podmrok - Poza fabułą.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Quenthel Baenre dnia Maj 17, 2015, 17:57:53 »-Nie wykonał rozkazu.
Syczący głos wydobył się z krzywego pyska, stalowego węża. Reszta zasyczała zgodnie, wystawiając ostre jak brzytwa języki. Kobieta odgarnęła białe, jak mleko od rothów włosy i milczała dalej.
-Nie wykonał...
-Słyszałam.
Jej głos zadźwięczał jak stal, a węże zwinęły się bliżej siebie, czekając na to co zrobi. Ona natomiast, jedynie podparła podbródek dłonią. Łokieć opierał się o poręcz Tronu. JEJ TRONU. Zmrużyła oczy, co samo w sobie już mogło zabić, jednak nie zabiło nikogo, ponieważ i na szczęście nikogo aktualnie przy niej nie było. Węże poruszyły się i część oplotła się dookoła jej drugiej ręki, chłodna powierzchnia była podniecająca. Na jej wargach, ubarwionych na czarno, zagościł uśmiech. Krwiożerczy i sadystyczny.
~Podniecenie rosło z każdym uderzeniem bicza i głów stalowych węży. Przestała, gdy ciało drowa opadła bezwładnie na ziemie....I zaraz znowu zaczęła. Krew tryskała sprawiając coraz więcej przyjemności. Poczuła jej krople na twarzy i jęknęła z rozkoszy. Ciało podrygiwało z każdym ciosem. Jeszcze, jeszcze, jeszcze.~
*Wyprostowała się, wstając. Czarna suknia, ciemniejsza od panującej ciemności Podmroku zaszeleściła na jej życzenie. Kolejny pokaz przed oczami i uszami ścian. I ruszyła, schodami schodząc z piedestału, ale nie, spokojnie, to nie była żadna alegoria, Tron zawsze pozostanie Jej. Wrota otwarły się, a ona stanęła w nich, przenikając mrok.
-Powiedźcie Matce Del' Armago, że może do mnie przyjść.
Głos jak bicz, przeciął powietrze i trafił w dwójkę strażników z Melee-Magthere. A Ona sama wróciła na swoje miejsce, czyli Tron Matki Przełożonej, Tej Do Której Lolth Przemawia. Poprawiła jedwabny rękaw i znowu podparła podbródek ręką. Czekając, a węże syczały. Ich języki mówiły, kolejno to co ją interesowało. A interesowało ją wiele rzeczy, zwłaszcza to, czy dawne rany Tossun'a się zagoiły.
***
**
*
A teraz Tossun zginął kark przed Nią i Matką Del' Armago. Węże sprawnie owinęły się dookoła jej ręki i tam trwały nieporuszone. Jakby nieżywe. Zgubna ułuda, były bardzo żywe.
-Niżej.
Jej słowa ponownie przecięły powietrze, gdy stanęła przed swym synem. Synem, któy odważył się jej sprzeciwić i nie wykonać tego co mu kazano. Popatrzyła na innych. Resztka, bardzo marna resztka Rodu Del' Armago. Zmrużyła powieki. Czy czuła przykrość? O mało nie parsknęła ze śmiechu, gdy popatrzyła po chwili na kobietę obok niej, która pytanie miała wypisane na twarzy. Zdecydowanie nie, po części była zadowolona, że o jeden Ród mniej. Teraz Del' Armago byli łatwym łupem dla innych Rodów. Taka kolej losu życia w Podmroku. Czekała aż jej syn zegnie niżej kark. Niech pieski wiedzą kto tu rządzi.
Syczący głos wydobył się z krzywego pyska, stalowego węża. Reszta zasyczała zgodnie, wystawiając ostre jak brzytwa języki. Kobieta odgarnęła białe, jak mleko od rothów włosy i milczała dalej.
-Nie wykonał...
-Słyszałam.
Jej głos zadźwięczał jak stal, a węże zwinęły się bliżej siebie, czekając na to co zrobi. Ona natomiast, jedynie podparła podbródek dłonią. Łokieć opierał się o poręcz Tronu. JEJ TRONU. Zmrużyła oczy, co samo w sobie już mogło zabić, jednak nie zabiło nikogo, ponieważ i na szczęście nikogo aktualnie przy niej nie było. Węże poruszyły się i część oplotła się dookoła jej drugiej ręki, chłodna powierzchnia była podniecająca. Na jej wargach, ubarwionych na czarno, zagościł uśmiech. Krwiożerczy i sadystyczny.
~Podniecenie rosło z każdym uderzeniem bicza i głów stalowych węży. Przestała, gdy ciało drowa opadła bezwładnie na ziemie....I zaraz znowu zaczęła. Krew tryskała sprawiając coraz więcej przyjemności. Poczuła jej krople na twarzy i jęknęła z rozkoszy. Ciało podrygiwało z każdym ciosem. Jeszcze, jeszcze, jeszcze.~
*Wyprostowała się, wstając. Czarna suknia, ciemniejsza od panującej ciemności Podmroku zaszeleściła na jej życzenie. Kolejny pokaz przed oczami i uszami ścian. I ruszyła, schodami schodząc z piedestału, ale nie, spokojnie, to nie była żadna alegoria, Tron zawsze pozostanie Jej. Wrota otwarły się, a ona stanęła w nich, przenikając mrok.
-Powiedźcie Matce Del' Armago, że może do mnie przyjść.
Głos jak bicz, przeciął powietrze i trafił w dwójkę strażników z Melee-Magthere. A Ona sama wróciła na swoje miejsce, czyli Tron Matki Przełożonej, Tej Do Której Lolth Przemawia. Poprawiła jedwabny rękaw i znowu podparła podbródek ręką. Czekając, a węże syczały. Ich języki mówiły, kolejno to co ją interesowało. A interesowało ją wiele rzeczy, zwłaszcza to, czy dawne rany Tossun'a się zagoiły.
***
**
*
A teraz Tossun zginął kark przed Nią i Matką Del' Armago. Węże sprawnie owinęły się dookoła jej ręki i tam trwały nieporuszone. Jakby nieżywe. Zgubna ułuda, były bardzo żywe.
-Niżej.
Jej słowa ponownie przecięły powietrze, gdy stanęła przed swym synem. Synem, któy odważył się jej sprzeciwić i nie wykonać tego co mu kazano. Popatrzyła na innych. Resztka, bardzo marna resztka Rodu Del' Armago. Zmrużyła powieki. Czy czuła przykrość? O mało nie parsknęła ze śmiechu, gdy popatrzyła po chwili na kobietę obok niej, która pytanie miała wypisane na twarzy. Zdecydowanie nie, po części była zadowolona, że o jeden Ród mniej. Teraz Del' Armago byli łatwym łupem dla innych Rodów. Taka kolej losu życia w Podmroku. Czekała aż jej syn zegnie niżej kark. Niech pieski wiedzą kto tu rządzi.

Ostatnie wiadomości